Na przestrzeni wieków utworzyła się potoczna opinia, że sztuka sakralna znalazła miejsce w życiu pierwszych wieków Kościoła jako pewien przejaw i kompromis ze światem pogańskim.

Wynikało to z przeświadczenia, że chrześcijaństwo wyrosłe z judaizmu dziedziczyło po nim czysto duchowy kult Boga, sprzeciwiając się wszelkiej formie przedstawień wizualnych-obrazowych. Czymś naturalnym i zarazem przekonywującym było negatywne odnoszenie się do wszelkich przejawów sztuki figuralnej w Kościele. Pytanie dzisiejszego człowieka odnośnie zasadności zastanej sztuki sakralnej – sztuki figuralnej w naszych świątyniach w kulcie religijnym jest czymś naturalnym. Czy zakaz wynikający z przykazań danych Mojżeszowi ma swoją aktualność, a może inaczej czy objawienie się Jezusa Chrystusa Syna Bożego wprowadza coś nowego? Czy Jezus Chrystus znosi To przykazanie lub je jeszcze bardziej konkretyzuje?
Sztuka bizantyjska była dalszym ciągiem sztuki i myśli Ojców Kościoła i Pseudo-Dionizego. Powstała ona w wyniku szczególnego poglądu na świat.

Bizancjum a sztuka
Duży wpływ na podejście bizantyjczyków do sztuki wywarły warunki geograficzne, etniczne i polityczno-ekonomiczne. Bizantyjczycy zawsze uważali się za Greków i oczywiście w dużej mierze nimi byli. Stąd odwoływanie się do ich tradycji, formy i koncepcji sztuki. Prześcignęło sztukę starożytnych, jeśli chodzi o zdolność przedstawiania rzeczy nadludzkich, sublimowania kształtów, oddawania wzniosłości. Stolica Bizancjum – Konstantynopol koncentrowała władzę i kulturę, co sprzyjało unifikacji i jednolitości. Tak, więc powstałe formy trwały przez wieki.

Ikona jako sztuka objawiona
Sztuka bizantyjska używała do swych celów wszystkiego, co było doskonałe i swe cele pojmował w sposób możliwie najświetniejszy, czerpała wzorce z tego, co doświadczała – z tego za czym tęskniła. Przejęła całą spuściznę antyku. Wszystko razem: architektura, malarstwo, mozaiki, sprzęty i stroje liturgiczne, obrzędy, pieśni i słowa miało być jedną ucztą mistyczną, aby podnosić duszę wiernych ku Bogu. Cały rytuał był nacechowany tym, co Wł.Tatatrkiewicz i W.Lazariew nazywają mistycznym materializmem. Z jednej strony wszystko była zasadzone na filozoficzno-teologicznych poglądach Pseudo-Dionizego, a z drugiej praktykowano grecką potrzebę piękna i ceremoniału. Najczystszym wyrazem tak pojmowanej sztuki było malarstwo. Miało ono nie tylko służyć Bogu, ale przedstawiać Jego i świętych, co w praktyce ograniczało się do malowania ikon Chrystusa i świętych. Pomijano cały widzialny świat, ograniczając się tylko do postaci ludzkiej. Uzasadnienie znajdowano w fakcie wcielenia się Jezusa Chrystusa.

Ikony przedstawiały ciało, lecz nie ono było najważniejsze, ale dusza. Ciało miało funkcję symbolu duszy. Artyści dematerializowali ciało, a czynili to przedstawiając je w liniach jak najbardziej abstrakcyjnych. Z drugiej strony przedstawiano nie jakiś moment historyczny, lecz istoty. Istotę rzeczy utożsamiano z ideą – wiecznym prawzorem. Stąd ikony przedstawiają nie doczesne postacie, ale ich pierwowzory. Miały przenieść widza do wiecznego świata – podnieść go do kontemplacji Boga. Ikona sama w sobie była środkiem nie celem: Przez widzialny obraz myśl nasza powinna w porywie ducha zdążać do niewidzialnej wielkości bóstwa.[1] Ich celem nie było wprowadzanie widza w podziw, ale modlitwa i kontemplacja. Twarz, a w szczególności oczy, stały się teraz ośrodkiem obrazu. Postacie świętych w swych sztywnych i wydłużonych sylwetkach oderwanych od ziemskich trosk i zgiełku dnia codziennego, zanurzone w złocie tła miały ukierunkowywać na niebiańską kontemplację Boga. Tak samo fragmenty przyrody przedstawiane na ikonach były doprowadzone do doskonałych geometrycznych, krystalicznych form. Świat sztuki bizantyjskiej tak był napełniony religijnością, iż Jan Damasceński powie: Jeśli przyjdzie do ciebie poganin mówiąc: pokaż mi twą wiarę…to zaprowadź go do kościoła i postaw przed świętymi ikonami. Dlatego ikony były przedmiotem nie tylko kontemplacji, ale i czci.

Czasy ikonoklazmu i jego konsekwencje dla świętych ikon
Powstawanie dzieł sztuki chrześcijańskiej jest procesem, który właściwy człowiekowi: „Człowiek dobry ze swojego skarbca wyciąga rzeczy dobre” (Mt 12,36). Poprzez swoje dzieła artysta wyrażał swoją wiarę – wiarę wyznawaną przez Kościół.Tak lud chrześcijański czcił święte obrazy, poprzez które oddawał cześć samemu Chrystusowi, przywoływał Najświętszą Marię Pannę oraz świętych. Tego typu religijność stała się czymś bardzo naturalnym i powszechnym, co zarazem nieuchronnie prowokowało głęboką refleksję teologiczną. Z drugiej strony zaczęły się powątpiewania. Zaczęto atakować zarówno sam kult jak twierdzenia teologiczne. Nie ulega wątpliwości, że najpierw była ikona, a jej wyjaśnienie przyszło później. Refleksja nad kultem świętych ikon zaprowadziła teologów do sprecyzowania, czym są ikony i dlaczego się je tworzy-maluje-pisze. Szczególne znaczenie dla tego procesu miał okres ikonoklazmu (obrazoburstwa) – prześladowania czcicieli świętych ikon. Zobaczmy jak przeciwnicy ikon-obrazów sprzeciwiali się tej niezwykłej teorii sztuki. Początek tego burzliwego okresu zainicjował cesarz Leon III (717-741) nakazem usunąć ikony Chrystusa znajdującą się nad Brązową Bramą pałacu cesarskiego w Chalké zastępując ją prostym krzyżem. Na tym tle doszło do zamieszek wśród ludności, która żądała przywrócenia świętej ikony. Za czasów kontynuatora polityki cesarskiej Konstantyna V Kopronymosa (741-775) nie rozwinęła się żadna wyraźna teologia ikonoklazmu. Sam cesarz ogłaszał traktaty teologiczne, atakując kult ikon zwołując ponadto sobór rzekomo powszechny w Hiera (754 r.). Akta tego zgromadzenia zostały zachowane w protokołach VII Soboru Powszechnego i II Nicejskiego, który formalnie odrzucił ikonoklazm (787 r.). Późniejsze dzieje ikonoklazmu ukazują nam jak wiele musiano wycierpieć dla obrony ikon. Cały spór kończy się soborem obradujący w Konstantynopolu w 843 roku. Wydarzenie to uznano za tak doniosłe, iż z jego okazji ustanowiono Święto Ortodoksji, które jest obchodzone po dziś dzień w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu przez Kościół Prawosławny.

Tak, więc ikonoklaści powoływali się na autorytet sześciu poprzednich soborów; ich doktryna nie była niczym nowym, lecz logicznym wynikiem chrystologicznych debat z poprzednich stuleci. Kiedy malarz – stwierdzał synod w Hiera – maluje obraz Chrystusa, to może malować albo Jego człowieczeństwo, w ten sposób oddzielając je od Jego boskości, albo zarówno Jego człowieczeństwo i boskość. W pierwszym przypadku jest nestorianinem, w drugim zaś przyjmuje, że Boskość Chrystusa można w pełni przedstawić przedstawiając Jego człowieczeństwo, co jest absurdem lub, że Jego boskość i człowieczeństwo są zmieszane, co znaczy, że malarz jest monofizytą.[2] Konsekwencją takiej teologii było prześladowanie czcicieli ikon. Prześladowanie, które w szczególności dotykało świat monastyczny, ale również laikat. Czciciele ikon oddawali za swoją wiarę życie w ten sposób sprzeciwiając się heretyckim poglądom i dając świadectwo o Wcieleniu Jezusa – podstawowy kerygmat naszej wiary.

Natomiast stanowisko ikonofilów (obrońców ikon, świętych obrazów) było złożone, spekulatywne i zawiłe. Nie były to oczywiście argumenty mas, lecz teologów, którzy zaatakowani przez ikonoklastów bronili ich stanowiska. Podczas, gdy ikonoklaści opierali się na dualizmie świata ziemskiego i boskiego, to ikonofile na przezwyciężeniu tego dualizmu dzięki Wcieleniu Chrystusa. Na zarzut niemożliwości przedstawienia bóstwa początkowo odpowiadali po prostu, że obrazy Chrystusa przedstawiają Jego naturę ludzką, nie boską.

Dla świata hellenistycznego było oczywiste, że prawdę, nawet najbardziej transcendentną, można osiągnąć jedynie przez pośrednictwo zmysłów. Broniąc czci obrazów, Jan z Damaszku pisał, że czysto umysłowe obcowanie z Bogiem jest absurdem. Jesteśmy związani z ciałem, więc bez niego nie trafimy do ucha. Jak poznajemy go przez słyszane słowa, tak też przez widzialne obrazy. Jest też rzeczą naturalną, że Bóg objawia się w rzeczach widzialnych. Nie są też one wyłącznie materialne, skoro są objawieniem Boga. Ta myśl Pseudo-Dionizego dobrze była znana bizantyńskim teologom – potrzeb­ny był tylko jeden krok: zastosowanie jej do malarstwa.

W taki oto sposób powstała najgłębsza teoria obrazu – ikony, która rozumiała go jako cząstkę boskiego bytu, kryterium jego wartości widziała w podobieństwie z Objawieniem. Sztuka nie mogła być prostym kopiowaniem przyrody, jednakże respektowała ją gdyż jej pochodzenie jest od Boga. Jan z Tessalonik tak mówi: „Jeśli tworzymy ikony Boga, tzn. naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa przedstawiamy Chrystusa takiego jaki był widziany podczas ziemskiego życia i jaki objawiał się synom ziemskim lecz nie w sposób w jaki możemy wyobrażać Go sobie w Jego boskiej naturze. Do czego może być podobny i jakie podobieństwo może mieć Logos Ojca wcielone i które nie ma formy postrzeganej zmysłowo? Bóg – natura Trójcy Świętej – jest duchem, jak jest napisane: „Poprzez filantropie Boga Ojca, jego Syn Jedyny, Bóg Słowo, zstąpił z nieba i wcielił się dla naszego zbawienia poprzez Ducha Świętego, za pośrednictwem dziewicy i matki Boga, Marii, my przedstawiamy również jego naturę ludzką a nie tylko boskość wcieloną.”   [3]

Historia, która się powtarza
Historia, którą prześledziliśmy uświadamia nam, iż problem ikony czy porównywania ikony do idoli, bożków jest kwestią chrystologiczną, która była tak dociekliwie wyjaśniana przez kolejne sobory Kościoła, a okupiona krwią męczenników. Z drugiej strony możemy powiedzieć, iż właśnie ikona przyczyniła się do ukształtowania dogmatu o wcieleniu i naturze Jezusa Chrystusa.

Dzisiaj możemy znaleźć wiele przykładów, które są naśladownictwem ikonoklastów. Nie to jest najważniejsze. Istotne jest szukanie pozytywnych przykładów, które w ikonach widzą nie tylko doświadczenia estetyczne, ale ciągle na nowo przeżywaną wiarę. W Europie jest wiele pracowni, które zajmują się profesjonalne i z czcią malowaniem ikon. Również w Polsce mamy kilka takich pracowni. Jedną z nich jest pracownia malowania ikon w Krakowie prowadzona przez Chrześcijańskie Stowarzyszenie Twórców Sztuki Sakralnej Ecclesia. Wszystkich szukających realizacji swych talentów zapraszamy na stałe kursy ikonopisania-malowania ikon. Nie to będzie dla nas radością, iż są miejsca gdzie można znaleźć nie tylko historią, ale doświadczenie wiary poprzez  obrazy. Ikona dzisiaj jest tą samą ikoną, którą była wczoraj i którą będzie jutro; ikona jest wizerunkiem Osoby realnej, z krwi, kości i ducha, ale że jednocześnie jest ikoną świętości, siłą rzeczy jest obrazem Archetypu, osobowego wzorca świętości; znakiem ludzkiej obecności w Nowym Jeruzalem.

——————————————————————————–

[1] Grabar A., Iconografia cristiana, Milano 1988, s. 32
[2] Mansi J.D., Sacrorum conciliorum nova et amplissima collectio, Florentis-Venetiis-Parisiis 1759-1927, XIII, 252 AB; 256 AB
[3] G. Drobot, Icône de la nativité, Bellefontaine 1975, s. 119; Jan biskup Tessalonik: Akta VII soboru, Mansi, XIII.